Niedawno zaczęłam pracować z nowym pacjentem. Niestety jest niesamodzielny i rodzina go pielęgnuje. Skarżył się, że choć bardzo chce, to nie potrafi pomóc bliskim. I im bardziej się stara, tym jest gorzej. A przecież niedowład ma po jednej stronie, drugą mógłby z powodzeniem wykorzystać przy obrotach i siadaniu na łóżku, czy też transferach na wózek! Podczas badania stwierdziłam, że oprócz głębokiego niedowładu po jednej stronie ma też sporą nadaktywność strony przeciwnej. Czy można pomoc tej konkretnej rodzinie, a także wielu innym?
Często w rozmowie z pacjentami i ich rodzinami używamy skrótu myślowego i na jedną stronę ciała mówimy „zdrowa” , a na drugą „chora”. W rzeczywistości jednak po udarze mózgu obie strony ciała są zajęte zespołem neurologicznym – w sposób bezpośredni lub pośrednio. Nasz organizm funkcjonuje jako całość i nie da się odseparować jednej części ciała od drugiej. Proces chorobowy, który objawia się w jednym obszarze, w taki czy inny sposób będzie wpływał na pozostałe, niekiedy bardzo odległe rejony. Dlatego skutki uszkodzenia struktur mózgowych będą widoczne po obu stronach, jednak w inny sposób.
Mózg, jak wiemy, jest niezwykle skomplikowana strukturą – jeden rozkaz uruchamia wiele różnych procesów, półkule stale się ze sobą komunikują i uzależniają swoje działania od aktywności tej drugiej strony. Można to porównać do związku – dwie osoby ze sobą współpracują i dzięki temu mogą rozwiązywać wiele rożnych problemów, jakie pojawiają się w życiu. Kiedy jednak jednej osoby zabraknie – druga bierze na siebie cały ciężar działań, które do tej pory były dzielone. To bywa zbyt wiele i potrzeba czasu, żeby się nauczyć sobie z tym radzić. A niektórzy nie potrafią się tego nauczyć i zawsze już będą potwornie przeciążeni pracą. Jeżeli zatem w mózgu zostają uszkodzone komórki po prawej stronie, to te po lewej „biorą na siebie wszystko”, a pacjent nie jest w stanie dozować napięcia po stronie pośrednio zajętej, w tym przypadku prawej, niemożliwy staje się ruch precyzyjny, a każde działanie odbywa się na zasadzie „wszystko albo nic”. W skrajnych przypadkach pozycja leżenia na boku jest bardzo trudna do utrzymania, w pozycji siedzącej pacjent nadmiernie odpycha się „zdrową” stroną, a ta z niedowładem nie jest się w stanie przeciwstawić. Bardzo łatwo jest się wtedy przewrócić. Transfer na wózek staje się bardzo niebezpieczny. Im wyższa pozycja, tym trudniej zapanować nad tymi odruchami. Sytuacja jest staje się jeszcze gorsza, jeśli chory stara się aktywnie pomóc, bowiem odruchowo generuje jeszcze większą siłę. Koło się zamyka, a naszym zadaniem jest tak ukierunkować działania, żeby je przerwać.
W pierwszej kolejności musimy nauczyć pacjenta, jak obciążyć lepszą stronę – na łóżku, w siadzie, w staniu. Prawidłowo przeniesiony ciężar wymaga prawidłowego dozowania pracy mięśniowej – mózg musi nauczyć się, jak w nowej sytuacji dodać lub zmniejszyć ilość napięcia w obciążanej stronie. Dzięki temu możliwa jest pełna kontrola na całym przebiegu ruchu, kiedy pacjent się kładzie, siada, czy staje na jednej nodze. Terapeuci uczą również opiekunów, w jaki sposób przygotować pacjenta do zmian pozycji tak, aby ich praca była jak najbardziej ergonomiczna, a chory w jak największym stopniu mógł się włączyć w codzienne czynności. W ten sposób wspieramy proces terapeutyczny na co dzień. Tu należy wspomnieć, że korzystanie ze wszelkich pomocy w postaci uchwytów nad łóżkami, barierek zabezpieczających nasila objawy nadaktywności, zwłaszcza, jeśli są używane w nieprawidłowy (czyli ten intuicyjny) sposób.
Dopiero, jeśli pacjent nauczy się kontrolować ilość napięcia po stronie pośrednio zajętej możemy przystąpić do pracy po stronie z niedowładem. Niekiedy podczas jednego spotkania terapeuta będzie zmieniał podejścia, jeżeli będzie potrzebne ponowne wygaszenie odruchu. Jeżeli by tego nie robił, to oboje – wraz z pacjentem – będą walczyć o przetrwanie, a osiągnięcie samodzielności będzie niemalże niemożliwe. Czasem niestety się zdarza, że z rożnych powodów wygaszenie nadaktywności jest szczytem możliwości pacjenta, a to, że będzie mógł na co dzień aktywnie pomagać opiekunom będzie jego celem ostatecznym. Każdy pacjent jest inny, a terapia zawsze przebiega nieco inaczej, niemniej często jesteśmy zaskakiwani jej efektami.
Konkludując: to nie jest zła wola pacjentów, ani ich złośliwość, że nie wykonują prostych poleceń (no wstańże wreszcie!, posuń się trochę!). Często chęć pomocy sprawia, że jest jeszcze trudniej. To nadaktywność, którą często można wyciszyć codziennymi oddziaływaniami. Na szczęście u osób, u których jest to możliwe, powrót funkcji po stronie niedowładnej powoduje zmniejszenie odruchu po przeciwnej stronie. Do tego bardzo ważna jest regularna i dobrze poprowadzona fizjoterapia oraz codzienna prawidłowa pielęgnacja, co do której opiekunowie powinni być poinstruowani przez terapeutę.
Martyna Jankowska, mgr fizjoterapii.
